Stacja Benzynowa - Postaw na terminal (04.2006)
24-10-2006
Doładowania telefonów komórkowych za pomocą terminali elektronicznych i kart prepaid to znacząca część wpływów sklepów na stacjach benzynowych. Świadczą o tym ostatnie wyniki sprzedaży kart, choć ich popularność systematycznie maleje na korzyść doładowań elektronicznych.
Najnowsze badania sprzedaży kart prepaid na stacjach paliw, opracowane przez firmę ACNielsen dowodzą, że tego typu karty cały czas cieszą się dużą popularnością wśród klientów.
Wartość kart sprzedanych na stacjach benzynowych rośnie, można jednak zaobserwować zmiany w strukturze sprzedaży, czyli "rozłożenie" oferty kart na większą liczbę kanałów dystrybucji. Skutkuje to tym, że stacje tracą stopniowo udziały w rynku na korzyść np. sklepów spożywczych, drogerii i przede wszystkim kiosków z prasą.
Karty warte prawie 1,7 mld zł
Wielkość sprzedaży kart prepaid do telefonów komórkowych na całym rynku szacowana była w 2005 roku na 1,69 mld zł. W stosunku do całego 2004 roku nastąpił wzrost sprzedaży aż o 32,6 proc., czyli o ponad 400 mln zł, z poziomu 1,28 mld zł dwa lata temu.
Jeśli chodzi o same stacje paliw, ostatnie szacunki ACNielsen wykazują, że wartość kart sprzedanych w tym kanale dystrybucji również wzrosła, ale jedynie o 7,5 proc., w efekcie czego stacje tracą udziały w rynku na korzyść innych miejsc sprzedaży. Nie zmienia to faktu, że pozostają w dalszym ciągu rynkowym liderem, z udziałem szacowanym w grudniu 2005 r. na 29,6 proc. rynku, co przekłada się na sumę 502,5 mln zł. Dla porównania rok wcześniej (w okresie styczeń-grudzień 2004 r.) wartość kart sprzedanych na stacjach paliw była szacowana na 467,4 mln zł, co przekładało się wówczas na 36,5 proc. udziałów w rynku. Na kolejnym miejscu znajdują się kioski z prasą, gdzie wartość tego asortymentu zwiększyła się w 2005 r. o 111,1 mln zł, do 436 mln zł, co daje im 25,7 proc. rynku. Trzecie miejsce należy do sklepów spożywczo-przemysłowych. W 2004 r. rynek kart w tych punktach badacze z ACNielsen wyliczali na 122,9 mln zł. Rok później było to już 205,4 mln zł, czyli o blisko 67 proc. więcej, a udział tego kanału sprzedaży w całym rynku wzrósł z 9,6 do 12,1 proc.
Znikająca zdrapka
Przypomnijmy, że popularne telefony na kartę można doładować na dwa sposoby. Pierwszy polega na zakupie specjalnej, omawianej właśnie karty prepaid, a następnie aktywowaniu doładowania za pomocą kodu ukrytego pod zdrapką na karcie. Drugi sposób na uzupełnienie pakietu minut jest znacznie prostszy - dokonuje się tego poprzez skorzystanie z elektronicznego terminalu. Popularne zdrapki cały czas są powszechną ofertą wielu stacji paliw, jednak zdaniem pytanych przez nas ekspertów w ciągu kilku lat mogą całkowicie zniknąć z rynku. - To tylko kwestia czasu, kiedy na większości stacji oferowane będą wyłącznie doładowania elektroniczne - uważa Andrzej Basiak, prezes Grupy LEW, dostarczającej tego typu terminale na stacje Grupy Lotos oraz partnerskie placówki BP Polska. Według niego tradycyjne zdrapki będą wypierane z rynku przez znacznie prostsze i wygodniejsze urządzenie elektroniczne, jednak na niektórych stacjach pozostaną jeszcze przez jakiś czas. - Przede wszystkim jest to kwestia realizowanego obrotu - tłumaczy Andrzej Basiak. Przyznaje, że w przypadku niektórych stacji instalowanie terminalu nie zawsze ma uzasadnienie finansowe. - Jeśli sprzedaż jest zbyt mała, na ogół w przypadku bardzo małych, słabo uczęszczanych stacji, sprzedaż doładowań poprzez terminal nie jest najlepszym rozwiązaniem - wyjaśnia Andrzej Basiak.
Zaopatrz się w terminal
Dużą popularność terminalom wróży także Renata Gawkowska z firmy eService. - Jako firma oferująca elektroniczne doładowania, możemy jedynie patrzeć i wyciągać wnioski z dynamicznie rosnącej sprzedaży usług elektronicznych na oferowanych przez nas terminalach POS - mówi. - Na podstawie tych danych możemy pokusić się o przypuszczenie, że ta usługa w najbliższych latach całkowicie wyprze z rynku tzw. karty zdrapki, a wszyscy użytkownicy telefonów komórkowych będą korzystać z dobrodziejstw jakie niosą ze sobą nowoczesne technologie.
W rozmowie ze Stacją Benzynową podkreśla, że ogromny wpływ na rynek doładowań telefonów GSM mają operatorzy telefonii komórkowej. - Operatorzy komórkowi mają bezpośredni wpływ na kształtowanie postaw użytkowników, poprzez promowania elektronicznych doładowań. Niewątpliwą zaletą takiego rozwiązania jest brak kosztów produkcji, dystrybucji i logistyki papierowych zdrapek - tłumaczy Renata Gawkowska.
Eksperci zwracają uwagę, że ważną dla użytkowników zaletą terminali jest ich uniwersalność. - Będą pojawiały się nowe produkty prepaidowe - system sprzedaży tego typu, choć świetnie sprawdzający się w telefonii, nie jest wyłącznie dla niej zarezerwowany - podkreśla Andrzej Basiak. Według niego, terminale mają choćby tę przewagę nad zdrapkami, że wystarczy centralnie dodać nową ofertę, żeby produkt automatycznie i natychmiast był dostępny na każdym terminalu. - Położenie geograficzne stacji nie ma tu żadnego znaczenia - przekonuje prezes Grupy LEW.
Perspektywiczny rynek - ale tylko dla terminali
Rynek prepaid generuje coraz większe obroty, według badań wykonanych na zlecenie Grupy LEW, wartość polskiego rynku w 2005 r. osiągnęła poziom około 4 mld zł. - Należy pamiętać, że już w połowie zeszłego roku liczba użytkowników telefonii komórkowej w systemie prepaid wyprzedziła liczbę użytkowników telefonów w systemie abonamentowym. Jest to trend nie do odwrócenia i będzie to coraz bardziej widoczne, choć daleko nam do takich krajów jak Włochy, gdzie 97 proc. telefonów komórkowych działa w oparciu o karty prepaid - tłumaczy Andrzej Basiak.
Podkreśla także, że dynamika wzrostu sprzedaży elektronicznych doładowań jest bardzo wysoka i w ubiegłym roku wyniosła kilkanaście procent. - Rok 2005 był przełomowy, po raz pierwszy więcej niż połowa doładowań została sprzedana elektronicznie - tłumaczy ekspert. - Tradycyjne zdrapki już teraz stanowią zatem mniejszość. Do końca 2010 r. sprzedaż zdrapek powinna stanowić mniej niż 20 proc. rynku.
Jak tłumaczą w Grupie LEW, najlepszym miejscem dla umieszczenia terminalu jest punkt przy kasie, ale wystarczy, że będzie on łatwo dostępny dla kasjera. Sprzedaż elektronicznych doładowań może być wsparta marketingowo przez dostawcę takiego terminalu. - Podstawowym działaniem jest zabezpieczenie w tradycyjne materiały reklamowe, plakaty, ulotki, naklejki. Oprócz tego wydajemy specjalny miesięcznik Halo Power, który jest źródłem wielu informacji, tak technicznych, jak i wiedzy o promocjach organizowanych przez operatorów; jest on kolportowany bezpośrednio do klientów - wylicza Sylwia Brzęczek z działu marketingu Grupy LEW. Ponadto firma organizuje konkursy dla najlepszych sprzedawców.
Usługa zwana telePompką
Także zdaniem Renaty Gawkowskiej popularność doładowań za pomocą terminali cały czas rośnie, a rynek elektronicznych doładowań będzie się dynamicznie rozwijał. - Badania rynkowe wskazują na penetrację rynku GSM w Polsce na poziomie około 75 proc. Dla porównania na Słowacji, w Czechach czy na Węgrzech penetracja rynku sięga ponad 100 proc. co pozwala przypuszczać, iż rynek doładowań w Polsce będzie się kształtował podobnie - mówi.
Firma eService oferuje na polskim rynku usługę pod nazwą telePompka. - Usługa ma tę zaletę, że użytkownik może sobie doładować telefon dowolną kwotą z przedziału określonego przez klienta, od 5 do 500 zł, w zależności od operatora GSM - tłumaczy Renata Gawkowska. Jak podkreśla, usługa daje możliwość zdalnego doładowania dowolnego numeru telefonu, np. dziecka przebywającego na koloniach, nastąpiło też wyeliminowanie zagrożeń zaginięcia lub kradzieży kart zdrapek. - Usługa świadczona jest na terminalu służącym jednocześnie do akceptacji kart płatniczych, co oznacza, iż klient nie ponosi dodatkowych kosztów związanych z użytkowaniem urządzenia. Obciąża go jedynie niewielki miesięczny koszt używania aplikacji - dodaje. Obecnie z telePompką można się zetknąć w około 3,7 tys. punktów handlowych, w tym na ok. 740 stacjach benzynowych.
Raczej do 50 zł
Odpowiedź na pytanie jakie karty, o "małych" czy "dużych" nominałach i jakiej wielkości doładowania są najpopularniejsze na stacjach, nie jest trudna. Zdaniem ekspertów kierowcy najczęściej decydują się na wydanie kwoty od 20 do 50 zł, jednak tendencja rynkowa doładowań GSM wskazuje na spadek średniej wartości doładowania. - Z badań rynkowych wynika, że w bankomacie jest to doładowanie o wartości ponad 30 zł, natomiast w terminalu jest ono niższe i waha się w granicach około 20 zł - informuje Renata Gawkowska. Z kolei według Andrzeja Basiaka, największym zainteresowaniem cieszą się doładowania o nominale 20-50 zł.
- Nie ma tu reguły, zwłaszcza kiedy mamy do czynienia z promocjami, dostępnymi natychmiast dzięki terminalom - podkreśla. Zwraca uwagę, że promocje czy premie mają zwykle to do siebie, że kiedy wyda się większą kwotę, to również więcej się zyska, np. bezpłatne minuty. - Można powiedzieć, że nominały powyżej 50, a nawet do 150 zł, cieszą się również sporym powodzeniem, ale głównie w czasie obowiązywania atrakcyjnej promocji - przyznaje.
O najważniejszych zaletach terminali elektronicznych mówi Andrzej Basiak, prezes Grupy LEW
Sprzedaż elektroniczna poprzez terminale ma wiele niekwestionowanych zalet i jest to bardzo ważne z punktu widzenia właścicieli i osób zarządzających stacjami paliw:
- nie magazynujemy towaru w postaci zdrapek; nie zamrażamy kapitału, możemy go zaangażować w inne produkty i zarobić również na nich,
- realizujemy wyższe marże - spadają koszty ponoszone wcześniej na dostawy i bezpieczne magazynowanie (nie ponosimy kosztów związanych z transportem – fizycznie nie ma towaru, brak też kosztów składowania),
- obsługa stacji nie poświęca czasu na rozliczanie sprzedaży doładowań – terminal robi to sam,
- koszty związane z transmisją danych w technologii GPRS pokrywa dostawca,
- mamy dostęp do pełnej oferty, wszystkich produktów prepaidowych,
- mamy natychmiastowy dostęp do wszystkich komunikatów i promocji oferowanych przez operatorów,
- zastosowanie terminali zwiększa obroty na prepaidach o około 20 proc.
- istnieje wreszcie możliwość wykorzystania wydruku z terminali jako nośnika reklamowego czy programu lojalnościowego. To ostatnie jest szczególnie przydatne w przypadku pojedynczych stacji, czy małych sieci.
Kuba Macierewicz
drukuj